TRE® Żywe

maj 20, 2025

„Kiedy ludzie pozwalają
poznać Ci swój ból i o nim rozmawiać,
zdejmij buty. To święte miejsce.
Bądź skromny, bądź miły,
gdy ktoś pokazuje Ci wrażliwość”

Amani Albair

Szybkość i jej konsekwencje

W czasach, gdy świat przyspieszył do granic percepcyjnej znośności, a człowiek ze swoją biologicznie uwarunkowaną wrażliwością pozostał mniej więcej taki sam jak sto, dwieście, a nawet tysiąc lat temu, pojawia się fundamentalne pytanie: co tracimy, gdy rezygnujemy z bezpośrednich, zaangażowanych relacji międzyludzkich? Można by rzec, że komunikacja staje się coraz szybsza i jednocześnie coraz płytsza, choć nie pozbawiona tych samych adekwatnych dla bezpośredniego kontaktu oczekiwań; że kontakt rośnie w objętości, ale maleje w gęstości? I w tej właśnie szczelinie między technologicznym komfortem a emocjonalną deprywacją rodzi się potrzeba ponownego przemyślenia wartości rozmowy, spotkania — osobistych, czasochłonnych, często nieefektywnych, ale bardzo ludzkich.

Znaczenie spotkania

Umberto Eco, który z pewnością nie obawiałby się spleść refleksji semiotycznych z emocjonalnym zaangażowaniem, mógłby powiedzieć, że rozmowa to akt hermeneutyczny par excellence. To wydarzenie, w którym dwie osoby nie tyle wymieniają informacje, ile negocjują znaczenia. Każde słowo w osobistej rozmowie niesie ze sobą bagaż kontekstów, doświadczeń, wspomnień i oczekiwań. To nie jest linearny przekaz, ale palimpsest — warstwa znaczeń nadpisywanych jedne na drugich. Rozmowa twarzą w twarz przypomina bardziej rytuał niż proces transmisji danych. Zawiera w sobie przestrzeń dla milczenia, dla spojrzenia, dla westchnienia — znaków, które nie znajdują się w żadnym słowniku, a mimo to są zrozumiałe, bo wpisane w naszą cielesność i wspólnotowe, pozajęzykowe doświadczenie.

Stephen Porges, autor teorii poliwagalnej, wnosi do tego obrazu cenne rozróżnienie: dla człowieka najgłębszym źródłem poczucia bezpieczeństwa nie jest betonowy mur, system alarmowy ani cyfrowa identyfikacja, ale spokojna twarz i obecność drugiego człowieka. To właśnie ta obecność drugiej, bezpiecznej osoby — tej, która patrzy z życzliwością, mówi łagodnym tonem, oddycha równym rytmem, jest zaciekawiona i nie oczekująca niczego szczególnego — aktywuje nasz układ nerwowy w trybie „zatrzymania walki lub ucieczki” i przełącza na tryb więzi. Kontakt z kimś obecnym i dobrze osadzonym nie tylko nas informuje — ona nas reguluje. Przynosi ukojenie.

Jeszcze inaczej mógłby to ująć Martin Buber. Innym razem.

Cechy spotkania

W świecie, w którym dominują rozmowy prowadzone przez ekran, łatwo o złudzenie kontaktu. Mimikra relacji zastępuje relację właściwą. Jednak ekran nie pachnie, nie oddycha, nie porusza się z nami w rytmie mikrogestów, mikrorezonansu somatycznego. Traci się subtelność kalibracji, tę cielesno-emocjonalną synchronizację, której nie da się odtworzyć pikselem. W rozmowie osobistej słowo nie jest oderwane od ciała — ono się z ciała rodzi. Jest modulowane przez głos, osadzone w spojrzeniu, zawieszone na pauzie, dopowiedziane ruchem sylwetki, spojrzeniem.

Korzyści Spotkania

Korzyści z takiej rozmowy są wielowymiarowe. Po pierwsze — budowanie znaczeń. Umberto Eco pisał, że każdy akt komunikacji zakłada encyklopedię odbiorcy. Bez niej — bez świadomości, że ten drugi może mieć inne konotacje, inne skojarzenia — porozumienie jest iluzją. Bezpośredniość kontaktu umożliwia uaktualnianie tych encyklopedii na bieżąco. Pozwala doprecyzować, co znaczy „miłość”, „lęk”, „dom” czy „zaufanie” — nie w abstrakcji, ale w konkretnej, wspólnej przestrzeni sensu.

Po drugie — dostrajanie wizji świata. Spotkanie dwóch osób to zderzenie dwóch światopoglądów. Jednak nie musi to być zderzenie destrukcyjne. Może być taniec — rytmiczne zbliżanie się i oddalanie, aż wyłoni się coś nowego, wspólnego. Rozmowa bezpośrednia jest jak laboratorium idei — testuje nasze przekonania, poddaje je próbie spojrzenia Innego. I o ile rozmowy w sieci często kończą się polaryzacją (bo brakuje w nich elementu kontaktu cielesnego i emocjonalnej regulacji), to rozmowy w cztery oczy mogą prowadzić do subtelnej reorientacji, do empatii, do zmiany, która często może prowadzić przez dezorganizację tego co jest w coś nowego, zgodnie z ideą Kazimierza Dąbrowskiego i teorii emergencji.

Po trzecie — różnorodność. Spotkanie z kimś innym niż ja to zawsze ryzyko, ale też szansa. Szansa, że dzięki tej inności moje własne „ja” stanie się bardziej pojemne. Że odkryję nowe słowa na swoje doświadczenia, nowe formy rozumienia, nowe sposoby istnienia w świecie. Rozmowy osobiste uczą pokory wobec inności. A pokora ta nie jest pasywnością, ale otwartością — gotowością, by pozwolić sobie być zmienionym.

Ale oczywiście rozmowa — ta prawdziwa, osobista — nie jest łatwa. Wymaga czasu, obecności, cierpliwości. Wymaga rezygnacji z natychmiastowego efektu, z prostych odpowiedzi. Wymaga również odwagi: by odsłonić się, by nie wiedzieć, by słuchać nie po to, żeby odpowiedzieć, ale żeby zrozumieć. To wszystko czyni z rozmowy akt radykalnie niepraktyczny, ale właśnie dlatego tak cenny.

Nie bez przyczyny starożytne szkoły filozoficzne były wspólnotami rozmówców. Platon pisał dialogi nie z literackiego kaprysu, lecz dlatego, że uznawał rozmowę za formę dochodzenia do prawdy. Współczesność zdaje się tę formę marginalizować — zamieniamy dialog na komentarz, relację na transmisję, obecność na widzialność. Ale może właśnie dlatego warto ją odzyskać. Rozmowa jako wspólne siedzenie przy ogniu — niekoniecznie dosłownym, ale takim, który ogrzewa nasze poczucie bycia rozumianym.

Stephen Porges przypomina, że nasze ciało wyczuwa bezpieczeństwo zanim jeszcze zdążymy to zwerbalizować. Jest to biologiczne, nieusuwalne, głęboko osadzone w nerwie błędnym. Tylko wtedy, gdy czujemy się bezpiecznie — w obecności drugiego człowieka — możemy się uczyć, tworzyć, zmieniać. Rozmowa jest więc nie tylko narzędziem poznania, ale także środowiskiem, w którym może dojść do przemiany. Nie z poziomu argumentów, ale z poziomu nerwu błędnego, z poziomu ciała, które słyszy: „jesteś bezpieczny”.

Dlatego warto wracać do spotkania. Nie tylko jako aktu komunikacji, ale jako sposobu istnienia. Jako praktyki etycznej. Jako formy wspólnotowości. Jako przestrzeni, w której różnica nie oznacza zagrożenia, lecz możliwość. Gdy przestajemy ze sobą rozmawiać, nie tylko tracimy kontakt — tracimy siebie nawzajem. Tracimy możliwość bycia odzwierciedlonym, zrozumianym, zestrojonym.

TRE® ŻYWE

Rozmowa jest antytezą samotności, a jednocześnie jej warunkiem — bo tylko ten, kto potrafi być sam, potrafi też być naprawdę z kimś. I tylko ten, kto potrafi być z kimś, potrafi też znieść samego siebie. To dialektyka, której nie da się rozwiązać emoji.

Może więc warto nieco zwolnić. Usiąść naprzeciwko kogoś, spojrzeć mu w oczy, usłyszeć prozodię głosu, poczuć pauzę przed odpowiedzią. I zapytać nie: „co u ciebie?” — ale: „co znaczy dla ciebie to, co się właśnie dzieje?”. Bo właśnie tam, w tej wspólnej próbie znaczenia, zaczyna się prawdziwa relacja. A może nawet — ludzkość.

TRE® to specyficzna rozmowa i specyficzne spotkanie. Nie jest może tak wzniosłe jak piszę, ale wspomagając aktywizację trybu połączenia, aktywizuje również zdolności, zasoby i potencjały, które pozostawały w ukryciu chroniących zasłon naszego psychofizycznego bycia.

TRE®, jak każdą inną praktykę, tworzą ludzie. Żywe TRE® wymaga żywych ludzi, gotowych na wychodzenie poza komfort posiadanych pewników, ocen i wyobrażeń. Bycie Żywym wymaga odwagi, tak samo jak wychodzenie z własną żywotnością i jej ekspresją do innych, a często również i wobec samego siebie. Żywy człowiek może naprawdę wiele. Żywe staje się wewnątrzsterowne.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.

W czym mogę Ci pomoć?

  • szkolenia certyfikacyjne
  • superwizje
  • szkolenie ustawiczne
  • sesje indywidualne
  • sesje grupowe
  • warsztaty

Masz dodatkowe pytania?

Szukasz wsparcia w temacie TRE®? Zapraszam do kontaktu.

Inne wpisy